We use our own cookies and third parties ones to offer our services and collect statistical data. If you continue browsing the internet you accept them. More information Accept
14-05-2017

Przyzwolenie na państwo kościelne

Dziś zachowanie Kościoła w Polsce nie pozostawia złudzeń. To ciągłe ingerowanie w sferę życia publicznego i społecznego, która nie tylko nie jest wyłącznością Kościoła, ale i co do której Kościołowi brakuje elementarnych kompetencji poznawczych. Wiele Polek i Polaków zgadza się na taką ingerencję Kościoła.

Kościół w Polsce robi to, do czego miałby prawo w katolickim państwie wyznaniowym. Robi to od czasu, kiedy Polska z mozołem odzyskała wolność, a nabrał wiatru w żagle kościelnej propagandy po ostatnich wyborach, które w istocie to tenże Kościół wygrał.

Franciszek Polski nie lubi

W pewnym sensie zakrawają na śmieszność wypowiedzi papieża Franciszka o tym, że państwa muszą być laickie, bo państwa wyznaniowe kończą zawsze źle, podczas gdy on sam przyzwala na budowanie państwa wyznaniowego w Polsce. W zeszłym roku tej budowie błogosławił bez wytchnienia. Robił to, wysyłając legata papieskiego na śmiesznie zaokrągloną rocznicę chrztu Polski (w kwietniu 2016 r.) i przez swoją wizytę w Krakowie (w lipcu 2016 r.), na którą papieska zgoda w obecnym kontekście była tylko zaaprobowaniem tego, co się w Polsce dzieje. Po swojej wizycie potwierdził tę aprobatę listem dziękczynnym do konferencji episkopatu, przygotowanym przez watykańskich funkcjonariuszy według życzenia lokalnych biskupów i przez nich odpowiednio rozreklamowanym w środkach masowego przekazu, aż w końcu mianowaniem abpa Jędraszewskiego metropolitą Krakowa. Ofiarował swoje papieskie wsparcie i dla cudacznego folkloru „zamachu smoleńskiego”, i dla „kapryśniej wojenki polskich zapaśników przeciw apokalipsie gender”.

Papież Franciszek, choć Polską się nie interesuje (i jej tak po ludzku nie lubi), dał się zwerbować ostatecznie do uczestnictwa w projekcie poddania demokratycznego społeczeństwa władzy Kościoła. W Polsce bowiem realizowany jest projekt, którego główne cele zostały (dość nieprzezornie) opublikowane swego czasu przez obecnego ministra prezydenta Krzysztofa Szczerskiego pod jednoznacznym tytułem „Polska – republika wyznaniowa” („Pressje”).

Pragnienie bycia kontrolowanym

Należy się jednak zastanowić, czy to Kościół uzurpuje sobie tego rodzaju prawa wbrew woli demokratycznego społeczeństwa, czy może to raczej społeczeństwo w swojej dominującej mentalności przyzwala na ową dominację i wręcz samo się jej domaga. Prosi o nią regularnie, dokładnie tak jak dziecko, które samo nie jest zdolne do podejmowania decyzji i potrzebuje być wyręczone przez starszego brata. Boi się świata i potrzebuje ochrony rodzica. Jest niedojrzałe i niezdolne do zapewnienia swego dobra i ochrony własnej godności i praw. W taki sposób wydaje się zachowywać znaczna część Polek i Polaków w relacji do Kościoła, bo to oni ostatecznie przyzwalają na traktowanie samych siebie jak nierozumne, niemyślące dzieci. Kościół jedynie przejmuje na siebie kontrolę tych, którzy wciąż o taką kontrolę postulują. Niemal podświadomie się jej poddają, upominając się o nią bez końca.
W minionym roku mieliśmy nieznośny przyrost tego ciągłego chowania się pod sutannę Kościoła, jak dzieciaki chowają się pod płaszczem matki. Dla mnie najbardziej poruszające były polskie reakcje na zmorę ekshumacji smoleńskich, poczytane jako wybryk władzy i prokuratury, która zarządziła ekshumację ich bliskich. W cywilizowanym państwie obywatele i całe społeczności, które się na to nie zgadzają, powinny były użyć demokratycznych form sprzeciwu i obrony własnych praw, dochodząc sprawiedliwości wobec nadużyć. Powinny były pomyśleć o potrzebie odwagi obywatelskiego nieposłuszeństwa. Gdyby uważały, że ich państwo nie zapewnia poszanowania ich praw, szukałyby międzynarodowych dróg tak wymiaru sprawiedliwości, jak i społecznych inicjatyw w obronie przed nadużyciami władzy.

W Polsce jest inaczej. Gdy w Polsce powstaje święte oburzenie na nadużycie, padają zwykle pytania: „Co na to wszystko Kościół?”. „Dlaczego Kościół się jeszcze nie wypowiedział?” (por. list części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej). W Polsce Kościół ma się wypowiedzieć, rozwiązywać problemy, zaprowadzić porządek (nie my, tylko Kościół), pamiętając, że przez Kościół rozumieć należy setkę „czcigodnych braci” przywódców konferencji episkopatu, którzy mienią się biskupami i pasterzami ludu.

Kościół musi się wypowiedzieć

I w minionym roku, podczas gdy Kościół budował swoją upragnioną władzę, lud nie tylko mu w tym wtórował, ale i krzyczał, że chce więcej: „Dlaczego ten Kościół się jeszcze nie wypowiedział?”. W normalnym społeczeństwie oczywiste byłoby pytanie: A dlaczego to miałby się w ogóle wypowiadać w sprawie rządowej ekshumacji? Niestety, to pytanie w Polsce nie istnieje, bo według dominującej mentalności Kościół nie tylko ma prawo, ale i obowiązek wypowiadać się w każdej sprawie i bez końca. Tego chce polskie społeczeństwo, oburzone tym, że „nasza Wysoka Rada jeszcze się nie wypowiedziała”. W normalnym kraju Kościół dałby sobie na wstrzymanie i zamilkł, nie dając się wciągać w kontynuację gry, w której już przecież (w wyborach) zdobył to, co chciał. Ale to nie polski przypadek. Tu Kościół nie zostawi suchej nitki na rzeczywistości, która w całości musi mu być poddana.

Tak „Wysoka Rada” wypowiada się w sprawie ekshumacji obłudną deklaracją. Z jednej strony sprytnie umywającą ręce, jak Piłat, a z drugiej – podstępnie popierającą ekshumację dla udowodnienia zamachu (28 października 2016 r.). Czyni to wykładem generalnej zasady o konieczności „wystarczających racji” do ekshumacji, tak jakby obcy im był kontekst całego cyrku i jakby rozsądni ludzie wierzący sami nie znali podstawowych ludzkich zasad (jak widać, w Polsce nie znają; potrzebują, by Kościół je dzieciakom wyłożył).

Katolicka masa wciąż żąda, by Kościół zajmował się sprawami, które sami obywatele powinni rozwiązywać za pomocą metod demokratycznych. My nie czujemy się podmiotem. Nie dostrzegamy ani naszych praw, ani obowiązków jako osoby ludzkie i obywatele demokratycznej wspólnoty społecznej. My bez funkcjonariuszy Kościoła sami nic nie możemy, i nic nie znaczymy i nic nie wiemy. My jesteśmy ubezwłasnowolnieni przez Kościół.

To, że Kościół zabiera głos akurat wtedy, kiedy powinien milczeć; to, że arogancko dominuje rzeczywistość społeczną, polityczną i narodową, zamiast jej pokornie służyć; to, że nie szanuje laickości państwa i prawa oraz różnorodności społeczeństwa obywatelskiego; to, że zachowuje się jak Wysoka, klerycka Rada państwa islamskiego; to, że nie formuje w swoich wiernych dojrzałości do podejmowania własnymi rękoma spraw tego świata, za które sami powinni czuć się odpowiedzialni – to wszystko nie jest wyłączną winą funkcjonariuszy Kościoła. To, niestety, wina społeczeństwa.?

red. ks. Krzysztof Charamsa

Doktor Krzysztof Charamsa, suspendowany ksiądz katolicki, były pracownik Kurii Rzymskiej, drugi sekretarz Międzynarodowej Komisji Teologicznej, były wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego. Zawieszony w prawach duchownego i zwolniony z pracy po tym, jak publicznie ujawnił, że pozostaje w stałym związku życiowym z innym mężczyzną, oraz po publicznym skrytykowaniu obłudnej i bezdusznej polityki Kościoła wobec ludzi homoseksualnych.


Cały artykuł ukazał się numerze 17-18/2017 (43-44) Tygodnika Faktycznie.

http://www.tygodnikfaktycznie.pl/przyzwolenie-panstwo-koscielne/