Esta web utiliza cookies de terceros para ofrecerte una mejor experiencia y servicio. Al navegar o utilizar nuestros servicios, aceptas el uso que hacemos de ellas. Puedes cambiar la configuración de cookies en cualquier momento. Más información Aceptar
29-10-2020

Podziw dla polskich kobiet i smutek katolickiego jutra

Podziwiam dziś polskie kobiety. Podziwiam moc i pasję strajku kobiet. Patrzę ze wzruszeniem na obudzone masy ludzkie płynące ulicami miast i miasteczek, niosąc pragnienie uszanowania godności i praw człowieka; praw, które mają wreszcie dotyczyć także kobiet.

Polskimi ulicami płynie sen o wolności, której w naszym życiu nigdy nie mieliśmy. Dyktaturę komunistyczną zastąpiła dyktatura katolicka, równie perwersyjna i niebezpieczna. Zamiast sowieckiej Rosji przyzwoliliśmy na katolicki Iran i to był nasz wybór. Wtedy Polki i Polacy zgodzili się na oddanie władzy Kościołowi katolickiemu. Decydowanie o najważniejszych sprawach naszego życia, o rozwiązywaniu konfliktów etycznych scedowaliśmy na Kościół. On myśli za nas, tak jak w przeszłości za nas myślała jedynie słuszna partia.

Dziś PiS jest doskonałym efektem wyprodukowanym przez te nasze igraszki z Kościołem. Zamiast budować cywilizowane, nowoczesne państwo oparte na poszanowaniu praw człowieka, podparliśmy się wszechobecną potęgą „jedynej prawdziwej” religii katolickiej wojującej zaciekle, by zdominować każdy skrawek naszego życia osobistego i rodzinnego, społecznego, politycznego, kultury czy edukacji. Kontrola, indoktrynacja, propaganda „jedynej prawdy” i iście pogańska adoracja polskiego papieża przerobionego na bożka nowego systemu: wszystko to miało generalne przyzwolenie i społeczeństwa i partii PO. PiS jest tylko doskonałym owocem wyhodowanym przez nas samych, Polki i Polaków. Nie dokonaliśmy tego głosowaniem na PiS, ale wcześniejszym przyzwoleniem na władzę Kościoła. Bez Kościoła nie byłoby żadnego PiSu. Bez doktryny Kościoła nie byłoby programu PiS na pogrom kobiet i osób LGBTIQ czy na kontrolę naszej seksualności i pozbawienie nas praw seksualnych i rozrodczych, itd.  

Dziś marzymy o wolności sumienia, wolności wyboru i decyzji, wolności wyrażenia naszego bycia sobą i poszanowania naszej godności. Marzymy o tym, by móc budować nasze człowieczeństwo i mieć prawo do naszych racjonalnych wyborów, a i prawo do wspólnego demokratycznego poszukiwania prawdy. Na to nie pozwala ani reżim islamskiego Iranu, ani reżim katolickiej Polski. Wszystko zadecydował za ciebie Kościół, a jego partia wykonała to, co Kościół nakazał (PiS w wersji zwierzęcej arogancji, a PO w równie niebezpiecznej wersji soft, lepiej zakamuflowanej i przygotowującej czasy drapieżnika).

Podziwiam dziś polskie kobiety. Podziwiam ich odwagę, pasję, zdeterminowanie. Z dumą pokazuję zdjęcia polskich ulic mojemu katalońskiemu partnerowi i w końcu mogę się nie wstydzić mojego narodu. W nim jest duch wolności uśpiony, zaszczuty, zakneblowany, zbałamucony, oszukany przez lata bezlitosnej władzy Kościoła. To prawda, że to my pozwoliliśmy, aby nad nami dominował i nami rozporządzał jak swoimi niewolnikami i niewolnicami. To my stworzyliśmy porządek społeczny, w którym nad wszystkim, co decydujące czuwa władza kleru. Nie zgasła w nas jednak iskra tej wolności, której zawsze pragnęliśmy.

Podziwiam polskie kobiety i pewnie dlatego jest mi dziś smutno. Propaganda zaczęła już bowiem neutralizować ich zryw, separując reżim Kościoła od partii reżimu. Z godziny na godzinę słyszę nowe wiadomości z Polski o tym, że mamy walczyć z PiSem, a nie z Kościołem. Oto koniec rewolucji. Oto powrót do tej wyznaniowej rutyny, którą sami wybraliśmy albo na którą to sami daliśmy nasze generalne przyzwolenie. Musimy zdać sobie sprawę, że nie ma partii katolickiego reżimu bez Kościoła, bez nieludzkich elementów jego doktryny wojującej z prawami człowieka, bez jego władzy, bez jego pieniędzy, bez jego wpływów i samowoli, bez jego kontroli edukacji, kultury, nauki, propagandy i wszechobecności.

Protesty dziś będą skazane na kolejne fiasko, jeśli będą obrócone jedynie przeciw PiS, a nie przeciwko właściwemu pomysłodawcy i mocodawcy piekła, jakie mamy. PiS oczywiście używa Kościoła, ale w ostatecznym rozrachunku PiS jest tylko doskonałym narzędziem wykonawczym. Nie warto koncentrować się na samych narzędziach. Trzeba uciąć rękę, która je trzyma. Dziś to cięcie jest konieczne dla dobra wspólnego, dla obrony praw i godności człowieka i dla podtrzymania demokracji. Dziś konieczne jest przedstawienie rachunku krzywd Kościołowi i konsekwentne działanie wobec win tego przebiegłego reżimu.

Ze smutkiem patrzę na każdy protest, który nie powstrzymuje się albo waha, może boi, albo po prostu nie widzi potrzeby tego radykalnego rozwiązania z katolicką machiną poddania. W ten sposób po protestach wrócimy do domu i do katolickiego reżimu, z którym nie potrafiliśmy się rozprawić.

Dziś potrzeba protestującym zdecydowanego, dobrze zorganizowanego teologicznie i prawnie ruchu apostazji od „tego Kościoła”. Dla osób niewierzących apostazja powinna być obowiązkiem sumienia wobec wspólnoty, a do której przynależą na mocy chrztu, otrzymanego w większości przypadków bez ich świadomości, gdy byli dziećmi, a która to wspólnota i instytucja zagraża podstawowym prawom człowieka. Dla osób wierzących apostazja od „tego Kościoła” wcale nie musi oznaczać wyzbycia się ich osobistej wiary, ale musi być odrzuceniem instytucji zagrażającej godności i wolności ludzkiej. Masowy ruch apostazji musi być publicznym, jasnym i bezkompromisowym odrzuceniem kościelnego zła mizoginii, LGBTIQ-fobii, obsesyjnej kontroli naszej seksualności, itd. W rzeczywistości takie zadenuncjowanie i odrzucenie zła jest obowiązkiem chrześcijańskiego czy po prostu ludzkiego sumienia, które nie może dawać przyzwolenia na żadne zło, szczególnie we wspólnocie, do której przynależy. Dziś nie ma innej możliwości naprawienia wspólnoty kościelnej jak odstąpienie od niej.

Są jednostki, które zaatakowały „ten Kościół” w radykalny sposób, pozostając osamotnione, często wyśmiane, zneutralizowane albo zignorowane przez machinę kościelną i opuszczone przez społeczeństwo. Wypełniły powinność sumienia, ale machina reżimu wraz ze społeczeństwem w dużej mierze mu poddanym, jest gotowa w jednej chwili utopić w łyżce wody osamotnione jednostki, zniszczyć, pozbawić wiarygodności i godności, społecznie zabić.  Tylko masowy, świadomy i odpowiednio przygotowany ruch jednostek może osiągnąć cel wolności i tak naprawić Kościół i jego miejsce w demokratycznym społeczeństwie. Tylko prześladowani mogą naprawić prześladowcę i w ten sposób pomóc i samej religii uwolnić się od jej przemocy.

Chciałbym, żebyśmy sobie wyobrazili na chwilę, jak setki, tysiące kobiet protestujących na ulicach przeciw katolickiej niewoli, konsekwentnie wypisują swoje dzieci z lekcji religii. Nie robią tego skrycie, ale publicznie deklarując powody decyzji, broniącej ich dzieci przed propagandą. Wyobraźmy sobie, że sto, dwieście, a może tysiąc albo parę tysięcy kobiet miałoby odwagę na taką decyzję, ogłoszoną we wspólnej deklaracji i efektywnie wypełnioną w swoim życiu.

Wyobraźmy sobie, że ludzie protestujący dziś na ulicach Polski: tysiąc, dwa tysiące, albo sto tysięcy, w proteście przeciw katolickiej niewoli, podpisuje publiczną deklarację: zaprzestania finansowania Kościoła; odstąpienia od uczestniczenia w jakichkolwiek jego rytach, które organizują polski kalendarz życia rodzinnego i społecznego (msze, chrzty, pierwsze komunie, bierzmowania, śluby, pogrzeby, procesje, itd.); zaprzestania upokarzającego czekania na coroczną wizytę kolędową funkcjonariusza kościelnego, itd. Wyobraźmy sobie, że te tysiące ludzi ma odwagę zadeklarować apostazję, czyli odstąpienie od wspólnoty, która nimi poniewiera. Wielki teolog Jürgen Moltmann miał powiedzieć, że kiedy wspólnota czy instytucja kościelna dusi ludzi, ich jestestwo i ich wolność, lepiej się od niej oddzielić, bo tam, gdzie nie można rozwijać się w wolności, nie ma też prawdziwej wspólnoty, nie ma prawdziwego Kościoła. Wyobraźmy sobie taki zryw wolności denuncjującej instytucję, która przebrała już wszelką możliwą miarę. Wyobraźmy sobie, że to nie osamotnione jednostki, skazane na szarganie ich wiarygodności, ale masy walczą o prawdę. Zdecydowanie i świadomie (także ze świadomością teologiczną przygotowaną przez zawodowych teologów) mówią NIE pomysłodawcy i mocodawcy piekła nam zgotowanego.

W momencie masowej apostazji Kościół traci głowę, zaczyna się bać i szamotać. Zaczyna się bać dokładnie tak, jak teraz często boją się księdza rodziny, kobiety, dzieci. Boją się, by mu nie podpaść, by nie zawinić, by nie dostać bury, by nie mieć problemów z kościołem, by być dopuszczonym do rytów religijnych, bez których skazane są na społeczne nieistnienie i odrzucenie w reżimowym społeczeństwie. W momencie buntu mas to Kościół zaczyna odczuwać ten sam strach, którym do tej pory poddaje sobie swoje ofiary. W rewolucji apostazji strach z ofiar przechodzi na oprawcę. Niewolnicy i niewolnice katolickiego reżimu zaczynają być wolne, a oprawca w przerażeniu nie wie co robić, by utrzymać swoją pozycję i reżim.

Ruch apostazji to najbardziej pokojowa rewolucja, która rozwścieczy Kościół, wyprowadzi go z równowagi, doprowadzi do paniki, a to jedyna droga, by zmusić go do reform. Apostazja to wymalowanie rachunku krzywd na twarzy Kościoła, nie na jego wszechobecnych kościelnych murach i pomnikach. Kościół poczuje, że ziemia mu się pali pod nogami i nie będzie już mógł zignorować rewolucji. Będzie musiał iść na ustępstwa, będzie musiał zacząć dopuszczać do siebie racjonalne myślenie i równie racjonalne rozwiązania ludzkich problemów. Do tego potrzeba odwagi rewolucji, nieposłuszeństwa, odrzucenia instytucji szargającej nami.

Tak, to byłaby rewolucja wolności wobec reżimu, na który przyzwoliliśmy i który tylko my możemy odkręcić. Wiem, że to mój ewangelijny sen wolności. Wiem, że się pewnie nie spełni. Wiem także z mojego doświadczenia coming outu, że rewolucja przeciw kościelnemu złu nie znajduje wielu sojuszników. Jako człowiek wierzący w Boga i w Człowieka i jako kapłan pozostanę wierny temu ewangelijnemu radykalizmowi, któremu Człowiek z Nazaretu był wierny, nie dając przyzwolenia władzy kapłanów i świątyni i tak ukazał boskość życia. Dziś jest mi smutno, że kolejny raz pasja prawdy i wolności, która wyszła na polskie ulice, jest skazana na przegraną, bo my w głębi duszy boimy się Kościoła; boimy się rzeczywistego oprawcy.

 

29.10.2020