Ta witryna używa plików cookie innych firm oferują lepszą obsługę i serwis. Podczas przeglądania Internetu lub korzystania z naszych usług, zgadzasz się na korzystanie z nich. Możesz zmienić ustawienia plików cookie w każdej chwili. Więcej informacji Zaakceptować
05-04-2020

Kościół w czasie pandemii (4)

Pewien katolicki pseudopublicysta spuentował niezbite prawo jego i wszystkich katolików do gromadzenia się w kościołach, które są dla nich „szpitalami chorób duszy”, nie zważając ani na powagę chwili pandemii, ani na żadne wymogi epidemiologiczne:

 

„Mam świadomość, że te słowa ludziom niewierzącym mogą się wydawać kuriozalne, że to dla nich dowód fanatyzmu i ciemnoty. Rozumiem to, ale jeśli ktoś rzeczywiście szanuje inność i odmienność, to nie widzę powodu, by nie mógł uszanować takiego myślenia wierzących chrześcijan. Jeśli ktoś nie chce chodzić do kościoła, niech nie chodzi, ale pomysł, by zakazać tego innym ludziom, jest kuriozalny. I niestety, obawiam się, że ma źródła w dziwacznej antyreligijności” (Terlikowski, „Rzeczpospolita” 14 marca 2020 r.).

 

To ciekawy tok rozumowania, ale niestety zastosowany w nieodpowiednim kontekście. Oczywiście, że autor ma pełną wolność religijną i sumienia, może chodzić i nie chodzić do kościoła, i zakazanie tego prawa czy choćby niepełne respektowanie go, byłoby nieuszanowaniem jego praw człowieka i poniżeniem jego godności ludzkiej. Tego typu zakaz byłby nie tylko kuriozalny, ale wielce niebezpieczny, głęboko niesprawiedliwy i ostatecznie nieludzki. W efekcie tego typu naruszenia praw człowieka w różnych sferach obecne są w systemach nieszanujących człowieka jak faszyzm, katolicyzm i tym podobne dyktatury.

 

Istnieją jednak obiektywne sytuacje, w których nie rezygnując z moich praw, muszę powstrzymać się czasowo z możliwości pełnej realizacji wynikających z nich wyborów. Tak się dzieje w czasie pandemii, gdy ze względu na dobro wspólne (nie tylko moje, ale przede wszystkim drugiego człowieka) mam obowiązek moralny powstrzymać się od działań, do których mam z natury prawo, ale które to w kontekście konkretnej sytuacji sanitarnej mogłyby np. zagrażać zdrowiu drugiego człowieka, jak to się dzieje w przypadku epidemii. Takie powstrzymanie się od realizacji własnych praw może być bolesne i staje się prawdziwą ofiarą dla dobra innych ludzi.

 

To, że nie mogę uczestniczyć w Eucharystii dla mnie, jako człowieka wierzącego i kapłana, nie jest żadną radością, a jedynie cierpieniem rozłąki. W czasie pandemii podejmuję to wezwanie w odpowiedzialności za innych. Co więcej, w rzeczywistości w dojrzałości wiary przeżywam jeszcze silniej moją relację z Bogiem, która byłaby czymś na wskroś pogańskim, gdyby ograniczała się do „chodzenia czy niechodzenia” do miejsc wyznaczonych przez religię. Katolicka duchowość jest o wiele większa od fundamentalistycznych władz kościelnych i ich demagogów, jak również od ewentualnych ataków, gdyby były one niezasadne.

 

Tok rozumowania autora z „Rzeczypospolitej” jest właściwy, ale zastosowany w kontekście, w którym nie tylko traci swoją wartość, ale i tchnie całkowitym brakiem empatii dla drugiego człowieka i egoistycznym skupieniem się na własnym indywidualnym czy wspólnotowym, pretensjonalnym „ego” nie zważając na to, że narusza w ten sposób prawa innych, a w tym konkretnym przypadku prawa do zdrowia. Dlatego podobne konstrukcje myślowe w czasie pandemii wydadzą się kuriozalne i niebezpieczne dla wszystkich myślących ludzi, także wierzących.

 

Istnieje jednak wielu innych sytuacjach, w których ów sposób rozumowania byłby jak najbardziej właściwy. Przytoczę tu jedną z takich sytuacji, która powoduje cierpienia i śmierć milionów ludzi na Ziemi. Myślę o homofobicznych prześladowaniach osób nieheteroseksualnych, o gwałceniu ich praw i odbieraniu ich godności. Homofobia działa przez politykę, kulturę, język, prawo, ale głównym źródłem homofobii w cywilizacji zachodniej jest bez wątpienia biblijna religia patriarchalna, a dziś w szczególności katolicyzm, który jako jedyna religia dysponuje globalną nieewangelijną machiną wpływów polityczno-dyplomatycznych, które jak wirus roznoszą i podtrzymują homofobię w świecie.

 

Otóż osoby nieheteroseksualne walczące o swoje prawa mogą się z pewnością podpisać pod rozumowaniem zacytowanym z polskiego dziennika. Dlatego ja też mogę powiedzieć:

 

„Mam świadomość, że te słowa (o prawach człowieka osób nieheteroseksualnych) ludziom wierzącym mogą się wydawać kuriozalne, że to dla nich dowód jakiejś ideologii i braku wiedzy z ich nauki katolickiej. Rozumiem to, ale jeśli ktoś rzeczywiście szanuje inność i odmienność, to nie widzę powodu, by nie mógł uszanować takiego myślenia ludzi racjonalnie myślących, chrześcijan czy nie. Jeśli ktoś nie chce kochać i żyć w małżeństwie z osobą tej samej płci, niech tego nie robi, ale pomysł, by zakazać tego innym ludziom, jest kuriozalny. I niestety, obawiam się, że ma źródła w dziwacznej antyracjonalności i zwykłym prześladowaniu ludzi myślących odmiennie”.

 

Różnica w stosunku do cytowanych wyżej demagogii gazety „Rzeczpospolita” polega na tym, że równe prawa dla osób każdej orientacji seksualnej nie naruszają praw osób o orientacji odmiennej. Tyle że według Kościoła i zdominowanej przezeń prasy osoby nieheteroseksualne nie mają prawa używać powyższej argumentacji w obronie ich praw człowieka, podczas gdy nie wchodzą one w konflikt z prawami innych. Propagandyści Kościoła przypisują sobie prawo używania tego samego argumentu, pomimo sytuacji wyjątkowej, gdy realizacja ich pewnych działań może ewidentnie godzić w podstawowe prawa innych. Kościół nieszanujący praw człowieka, a narzucając wszystkim poszanowania własnych praw nawet kosztem zdrowia i życia społeczności, staje się tylko karykaturą chrześcijaństwa czy samej religii.  To pozbawiona empatii forma absolutnej władzy, która ostatecznie gubi się i miesza w swoich mądrościowych argumentach i puentach. Taki Kościół, jego funkcjonariusze i demagodzy rzeczywiście potrzebują szpitala dla choroby ich duszy, tyle że musi to być szpital człowieczeństwa, oddział intensywnej terapii.