Ta witryna używa plików cookie innych firm oferują lepszą obsługę i serwis. Podczas przeglądania Internetu lub korzystania z naszych usług, zgadzasz się na korzystanie z nich. Możesz zmienić ustawienia plików cookie w każdej chwili. Więcej informacji Zaakceptować
31-03-2020

Kościół w czasie pandemii (3)

Katolicy już chyba na wszystkie możliwe sposoby „udowodnili” światu, że oni w czasie pandemii mają prawo gromadzić się, kiedy chcą i jak chcą.

Episkopat „udowodnił”, że zgromadzenia w kościołach w czasie pandemii muszą być zwielokrotnione, bo ich kościoły są szpitalem dla chorób ducha. Chciałoby się tylko krzyczeć do miłosiernego Boga: Panie, trzymaj od nas z daleka takich chirurgów dusz.

Katoliccy myśliciele „udowodnili”, że ręce kapłana nie mogą zarazić, woda święcona też nie ma zarazków, a kościoły są wyjęte spod praw natury, i najlepiej przed epidemią broni nasza wiara katolicka. Kościelna władza nigdy jasno nie zakazała głoszenia podobnych absurdów, jak zakazuje każdą racjonalną refleksję wierzących np. na temat praw kobiet czy osób nieheteroseksualnych, na temat patriarchalnej struktury władzy kościelnej, związek między purytańską moralnością kościelną a przemocą seksualną, itp. Rzetelna refleksja nad podobnymi sprowadza na autorów problemy z administracją kościelną i lepiej jej unikać. Natomiast utrzymywać lud w głupocie i podtrzymywać nieracjonalność wiary, rozpowszechniając powyższe katolickie bzdury jak najbardziej mile widziane. One są możliwą opcją.

„Udowodniono” też, że już sama myśl o tym, że trzeba zredukować zgromadzenia także te kościelne, jest tylko i wyłącznie ohydnym i brudnym, radykalnym antykatolicyzmem, wymierzonym przez ateistów, feministki i gejów przeciw nam, katolikom, jedynym prawdziwym osobom ludzkim, jedynym sprawiedliwym i jedynym niesłusznie prześladowanym na tym podłym zmaterializowanym świecie. Dobra okazja, by przypominać o wszędzie ukrytych wrogach naszej jedynie nieskazitelnej wspólnoty. Nasze życie w Kościele to nic innego jak odpieranie walącej się na nas wojny, co nas nienawidzi i chce zniszczyć. My nigdy nie żyliśmy w pokoju i pogodzie ducha Ewangelii, my ciągle musimy podtrzymywać nienawiść do naszego wyimaginowanego wroga. Podczas gdy jedynym realnym wrogiem dla nas samych i dla innych jesteśmy my sami.

„Udowodniono” też, że w każdym reżimie katolickim, polskim czy węgierskim, ostatecznym argumentem nie jest siła prawdy, a prawda siły, a jako że to „my rządzimy wszystkimi”, mamy prawo by nasze jedynie słuszne „dowody” były prawem i obowiązkiem wszystkich.

 

Nie udowodniliśmy tylko, że jesteśmy Kościołem, wspólnota ludzi kochających Boga, i dlatego kochających ludzi i świat. Nie udowodniliśmy miłości bliźniego ani empatii, współczucia i wyczucia, pokory i dyskrecji, solidarności i tolerancji i zdolności myślenia bardziej o drugim niż o sobie samym, nawet gdy nie podzielamy jego poglądów, ale podzielamy z nim przecież ludzką naturę. Nie udowodniliśmy żeśmy wolni od arogancji, buty, zacietrzewienia, ale i od zwykłej ignorancji, braku wiedzy i prowincjonalnej głupoty. Nie udowodniliśmy, że jesteśmy myślącą i współczującą wspólnotą, a nie ideologicznym zlepkiem demagogicznych formuł, który chcemy narzucić innym siłą i tak poddać ich wszystkich naszej jedynej prawdzie. Nie udowodniliśmy, że jesteśmy wolni od politycznej i psychologicznej żądzy władzy, nie nad sobą samym i własnym sumieniem, ale nad wolnością i sumieniem innych. Nie udowodniliśmy, że to, co dla nas najważniejsze to osobista, intymna, prawdziwie duchowa przyjaźń z Jezusem. Nie udowodniliśmy tego, że jesteśmy chrześcijanami i tego, że w trudnym czasie pandemii jesteśmy zdolni naśladować i obdarzać innych pokojem umierającego Jezusa.